Camino de Santiago
27 września 2009

Od redakcji: Podczas wakacji nasi parafianie pielgrzymowali drogą św. Jakuba do Santiago de Compostella. Dotarli tam po po 33 dniach drogi i przejściu 850 kilometrów. Zapraszamy do przeczytania relacji i obejrzenia zdjęć z tej wyprawy,

Każdy ma swoje Camino.

Nie jest łatwo opowiadać o Camino de Santiago. Żeby wiedzieć, czym jest ta droga, trzeba ją przejść. Nie da się oddać majestatu Pirenejów, uroku aragońskich bezdroży, zmęczenia, radości z osiągnięcia celu. Na początku drogi sami nie potrafiliśmy sobie wyobrazić co znaczy przejść 900km. Właściwie odpowiedzi nie znaliśmy nawet u celu.

Czym jest Camino?

Camino to po hiszpańsku „droga”. Camino de Santiago to po prostu – droga św. Jakuba. Dlaczego akurat Jakub? Co robił jeden z apostołów na półwyspie Iberyjskim i dlaczego jest tam otaczany taką czcią?

Historia Jakuba jest różnie opisywana w zależności od źródeł. Wiadomo, że był jednym z dwunastu apostołów, bratem św. Jana Ewangelisty. W latach 33-43 n.e. prowadził misje na północy dzisiejszej Hiszpanii, jednak z powodu ich niepowodzenia, wrócił do Jerozolimy. Tam zginął śmiercią męczeńską. Uczniowie Jakuba wykradli jego ciało i popłynęli z powrotem na półwysep Iberyjski. Pochowali szczątki Jakuba w miejscu, które ponoć wskazał im anioł. Miejsce to pozostawili w tajemnicy, ze względu na wcześniejsze prześladowania. Z czasem zapomniano, gdzie spoczywa święty. Według legendy jego grób odnalazł pustelnik o imieniu Pelagiusz. Podobno miał on objawienie, w którym usłyszał, że grób Jakuba wskaże mu "pole gwiazd". Osadę, w której znajdował się grób, nazwano więc Compostella (pole gwiazd to po łacinie campus stella). Później zbudowano w niej wspaniałą świątynię pod wezwaniem św. Jakuba.

Od samego momentu odkrycia miejsca pochówku apostoła, Santiago de Compostella stało się ważnym ośrodkiem pielgrzymkowym. Kościół uznał je za trzecie, po Jerozolimie i Rzymie, najważniejsze miejsce pielgrzymek katolików. Ponieważ Hiszpania wciąż walczyła z atakami pogańskich plemion Maurów, św. Jakub uważany był za opiekuna rycerzy; to jego pomocy wzywano na polach bitew. Został więc patronem Hiszpanii i Portugalii oraz pielgrzymów i podróżujących.

Nasze Camino

Sposobów na przejście Camino de Santiago jest tyle, ilu jest pielgrzymów. I nie chodzi tylko o mnogość tras w samej Hiszpanii. Są tacy, którzy, wzorem średniowiecznych pątników, wychodzą z własnych domów i dochodzą do Santiago po kilku miesiącach drogi; tacy, którzy co roku wracają na szlak na tydzień lub dwa, w zależności od tego, na ile pozwala im urlop, i dochodzą do Santiago w kilku etapach. Idzie się pieszo, z plecakami, z osłami, jedzie się na rowerze lub konno.  Śpi się w albergue, czyli specjalnych schroniskach dla pielgrzymów lub w namiotach.  Niektórzy śpią tam, gdzie się akurat zatrzymają.

My wybraliśmy połączenie tras aragońskiej i francuskiej. Naszą drogę zaczęliśmy na granicy francusko-hiszpańskiej, na przełęczy Somport, na 1640m n.p.m, w samym sercu Pirenejów. Trasa aragońska (Camino Aragones) prowadzi właśnie przez Pireneje, sprowadza nas na aragońskie równiny i wprowadza do regionu Navarra, gdzie łączy sie z trasą francuską (Camino Frances), najbardziej popularną i najbardziej tłoczną z tras prowadzących do Santiago. Droga przez Aragonię jest niezapomnianym przeżyciem: majestat Pirenejów, spokój i cisza maleńkich, na wpół wymarłych wiosek, piękno przyrody. Albergue są kameralne, dla mniej więcej 30 pielgrzymów, a Camino prowadzi z dala od ruchliwych dróg, czasem wydaje się, żse w ogóle z dala od cywilizacji.

Camino Frances za to wiedzie przez najbardziej znane i najciekawsze miejscowości północnej Hiszpanii. Pielgrzymi mają możliwość zobaczenia dwóch wspaniałych gotyckich katedr: w Burgos i Leon,  najstarszych romańskich kościołów Hiszpanii, budynków projektowanych np. przez Gaudiego. Droga francuska została uznana za element europejskiego dziedzictwa kulturalnego. Inwestycje widać na każdym kroku, a pielgrzymkowa infrastruktura działa bez zarzutu. Trochę tylko szkoda, że w wielu miejscach prawdziwa rdzenna kultura ustępuje przed komercjalizacją i ma się wrażenie, że w Hiszpanii na pielgrzymach robi się niezły interes.

We wspólnocie

Ogromną zaletą drogi francuskiej jest jednak to, że można na niej spotkać pielgrzymów z całego świata: od Azji po obie Ameryki, od Skandynawii po Australię. Pielgrzymi rozpoznają się po muszlach przytroczonych do plecaków i pozdrowieniach, które wymieniają: Buen Camino! czyli „dobrej drogi!". W albergue, no noclegach widać, że to międzynarodowe towarzystwo tworzy wielką wspólnotę. Razem się gotuje w ogólnodostępnej kuchni albo idzie się na kolację w pobliskim barze, który serwuje specjalne pielgrzymie menu (Menu del Peregrino). W niektórych albergue, szczególnie tych prowadzonych przez Towarzystwo Przyjaciół Camino, organizowane są wspólne wieczorne modlitwy, Msze św. i kolacje. Camino nie da się przejść w całkowitej samotności. Ludzie idący w tym samym kierunku, mający ten sam cel, stają się bardziej otwarci na siebie na wzajem. Nawet jeśli ta droga sprzyja refleksji i zagłębieniu się w siebie, życie we wspólnocie musi być jej częścią. Inaczej doświadczenie Camino nie byłoby pełne.

Dzień pielgrzyma

Nasz dzień na Camino zaczyna się dość wcześnie. Pobudka przed 5.00, szybka toaleta, przepakowanie plecaka, czasem kawa i słodka bułka dla rozbudzenia. Później wyjście w noc, bo słońce w Hiszpanii wstaje dopiero ok. 8.00. Po ciemku i w porannym chłodzie idzie się lepiej (szkoda, że nie da się skumulować gdzieś tego chłodu na południowe upały!). Po 12km śniadanie, tym razem porządne: bagietki, ser, chorizo i marmolada. Czasami kawa w przydrożnym barze. I dalej w drogę. Ok. 10 rano robi się już gorąco, szczególnie w środkowej Hiszpanii. Ok. 14, upał staje się nie do zniesienia, więc staramy się dojść na nocleg po 13. Później szukanie albergue, rejestracja, dostajemy numer dormitorium i łóżka i zaczyna się popołudniowy rytuał: prysznic i pranie. Kiedy koszulki, skarpetki i ręczniki suszą się już w słońcu, mamy czas na przygotowanie obiadu i odpoczynek. Po obiedzie obowiązkowa sjesta, po południu ulice hiszpańskich miast wymierają, nawet bezdomne psy szukają choć skrawka cienia. Wieczorem zwiedzamy miasto, zaglądamy do miejscowego kościoła (który na 70 procent jest pod wezwaniem św. Jakuba), szukamy innych pielgrzymów, przede wszystkim znajomych z trasy. Wieczór to najlepsza pora na spacery, rozmowy i spotkania, zdążyliśmy już odpocząć i opatrzyć obolałe stopy, a temperatura na dworze pozwala swobodnie oddychać. Tak samo uważają rdzenni Hiszpanie, którzy wychodzą na ulice po zmroku. Jeśli akurat jest weekend, to całe miasto wylega na główny plac i bawi się do samego rana, świętując dzień patrona miasta, patrona dzielnicy lub ulicy, albo po prostu ciesząc się latem, słońcem, wakacjami. Wiosna i lato to w Hiszpanii sezon fiest. Zaczyna się świętować ok. 22, kończy się zwykle przed południem kolejnego dnia. Hiszpanie są mistrzami zabawy i świętowania, bezsprzecznie!

Cel

Do Santiago de Compostella dotarliśmy po 33 dniach drogi i przejściu 850 kilometrów. Myślę, że nadal nie jesteśmy w stanie opisać tego, co dokładnie czuliśmy, wchodząc do tego miasta. Na pewno katedra św. Jakuba robi ogromne wrażenie, tak samo jak Msza św. dla pielgrzymów, widok znajomych twarzy, pielgrzymów, których spotykało sie na drodze prawie codziennie. Znajomy z trasy ksiądz stoi przy ołtarzu, znajomi Włosi gdzieś po drugiej stronie nawy, a tam nieznajomi, ale też z plecakami, z muszlami, zmęczeni - pielgrzymi. Santiago to miejsce, gdzie pielgrzymi świętują, ale też takie, gdzie trzeba się zastanowić, na ile dobrze przeszło się tę drogę. To też taki punkt, w którym wielu postanawia, że trzeba tu wrócić. Koniecznie. I to nie raz.

Nasza droga skończyła się jednak kilkadziesiąt kilometrów dalej, na przylądku Finisterra, który w średniowieczu uważany był za koniec świata. Z Santiago idzie się tam jeszcze trzy dni, żeby zakończyć drogę na skalistym wybrzeżu oceanu, podziwiając zachód słońca. Śmialiśmy się, że chodzenie wchodzi w krew, że nie da się zatrzymać. Dopiero kiedy ziemia skończyła się nam pod stopami,  kiedy nie dało się już iść dalej, zawróciliśmy.

Trzeba było wracać, ale to wcale nie znaczy, że Camino się dla nas skończyło. To doświadczenie trwa w nas ciągle i dopiero teraz, po powrocie, zaczynamy dostrzegać owoce naszej drogi. No i oczywiście, planujemy wrócić do Santiago. Może inną drogą, może w innym czasie, ale wrócimy na pewno. Camino jest obrazem drogi życia, którą wszyscy idziemy. Przypomina, że naturalnym stanem człowieka jest ruch, że jesteśmy wciąż w drodze. Byle tylko o tym nie zapomnieć! Byle mieć w sobie ciągłą tęsknotę za drogą!

Buen Camino!

 

Szukaj

Licznik

Dziś876
Wczoraj1698
W tym miesiącu30491
Wszystkich2251530

Posłuchaj

Deus Meus - Śpiewajmy Barankowi Dim lights Embed Embed this video on your site

Ta strona używa plików Cookies.

Akceptuję ciasteczka (cookies) na tej stronie.

EU Cookie Directive Module Information