Patrząc na Krzyż...
29 marca 2010

krzyzPrzechodząc obok wielu miejsc natknąć się można na krzyże. Są różne: drewniane albo metalowe, pomalowane i zardzewiałe. Stoją na rozdrożach, na szczytach gór, wiszą w kościołach i na ścianach wielu naszych mieszkań czy miejsc pracy. Ale nosimy je także wewnątrz naszych serc. I to te właśnie są najcięższe do uniesienia.

W Wielkim Tygodniu będziemy przemierzać z Jezusem drogę na Golgotę. Będziemy kontemplować wydarzenia, które zmieniły logikę świata. W naszej kontemplacji wpierw wejdziemy do Wieczernika, patrząc i ucząc się od Boga postawy służby i pokory. To Jezus, Pan całego stworzenia, pochylił się przed człowiekiem, by umyć mu nogi, jak sługa swemu panu. Chciał, byśmy i my pochylili się nad naszymi braćmi i siostrami ucząc się od Niego prostoty i głębi służby. Jeżeli więc Ja, Pan i Nauczyciel, umyłem wam nogi, to i wyście powinni sobie nawzajem umywać nogi. Dałem wam bowiem przykład, abyście i wy tak czynili, jak Ja wam uczyniłem (J13, 14-15).

Tylko w geście pokory mogła narodzić się Eucharystia. Tylko w prostocie i czystości serca Pan mógł dać nam swoje Ciało i Krew. Dał siebie w nasze ludzkie, słabe ręce, które zdolne są do czynienia rzeczy wielkich i dobrych, ale także złych i grzesznych. Bóg wydał siebie w ręce człowieka, który przez wieki na ołtarzach całego świata konsekruje chleb i wino. Ileż Pan musiał mieć pokory, by powiedzieć: To czyńcie na moją pamiątkę (Łk 22,19).

Idąc dalej drogą kontemplacji z Jezusem przejdziemy przez pałace władców ówczesnego świata, którzy przekonani o sile swojej władzy nie rozpoznali wchodzącej do nich Świętości. Świętość stała tuż koło nich, w prostocie i pokorze, ale oni nie tak ją sobie wyobrażali. Człowiek bowiem sam wykreował swój obraz doskonałości, który tak często daleki jest od obrazu danego nam przez Boga. I człowiek uwierzył w ten ideał, który, sam sobie stworzył. Tymczasem Jezus uczył czegoś innego. On, istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi (Flp 2, 6-7).

Droga kontemplacji z Jezusem prowadzi dalej przez wąskie ulice Jerozolimy: Jezus niesie na ramionach krzyż. Krzyż ciężki, bo nasączony winami pokoleń całej ludzkości. Niesie go sam, bez zbędnych słów, będąc u kresu fizycznej wytrzymałości. Czyżby nikt nie mógł mu pomóc? Znieczulica, strach, niemoc? Dlaczego, mając tylu przyjaciół i czyniąc przez całe życie tyle dobra innym, w tym bolesnym momencie został sam?

Droga krzyżowa Pana Jezusa prowadzi na Golgotę. Tam Jezus odszedł do domu Ojca. Był na to spotkanie przygotowany. Wiedział, że wypełnił swoją ziemską misję i powołanie. Gdyby zrobił cokolwiek innego, nawet wielkiego, nie byłby posłuszny swemu Ojcu. Zawisł na krzyżu, patrząc z niego na tych, których umiłował do końca. Umiłować do końca, to nie zostawić dla siebie nic. Absolutnie nic! Jezus, uznany za człowieka, uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci – i to śmierci krzyżowej (Flp 2, 7-8). Kontemplujmy tę scenę bardzo często. Patrzmy na krzyż. I u końca tych rekolekcji, patrząc na Chrystusa rozpiętego na krzyżu, zadajmy sobie fundamentalne pytania: co uczyniłem dla Chrystusa, co czynię dla Chrystusa i co powinienem uczynić dla Chrystusa (Św. Ignacy Loyola, Ćwiczenia Duchowne, nr 53).

Panie,
daj mi siłę, bym uwierzył w Twoje prowadzenie,
daj mi światło, bym nie zagubił się w ciemności,
daj mi odwagę, bym do Ciebie wrócił,
daj mi pokorę, bym stanął w prawdzie wobec siebie.

I w końcu, Panie, proszę,
daj mi nadzieje i ufność, że po nocy krzyża przychodzi poranek zmartwychwstania.

Leszek Gęsiak SJ

 

Szukaj

Licznik

Dziś606
Wczoraj1155
W tym miesiącu2967
Wszystkich2299401

Posłuchaj

Deus Meus - Śpiewajmy Barankowi Dim lights Embed Embed this video on your site

Ta strona używa plików Cookies.

Akceptuję ciasteczka (cookies) na tej stronie.

EU Cookie Directive Module Information