Czytelnia
Czy znam Jana Pawła II?
29 kwietnia 2011
 

Kiedy dowiedziałem się, że została ogłoszona data beatyfikacji sługi Bożego Jana Pawła II, zrodziło się we mnie pytanie, które z pewnością zadaje sobie wiele osób: Dlaczego nie od razu kanonizacja?

Czas oczekiwania

Przecież papież był i jest postrzegany jako święty całego Kościoła, miał i ma realny wpływ na życie ludzi z całego świata, jest znany i kochany przez osoby wywodzące się z różnych narodowości i kultur, a nawet religii. Jego osoba jest ważna nie tylko dla katolików, ale również dla niektórych protestantów, prawosławnych, żydów, muzułmanów czy hinduistów. Czy więc Jan Paweł II ma pozostać przez najbliższy czas jedynie "lokalnym świętym", czczonym np. tylko w Rzymie albo tylko w Polsce? Na te wątpliwości odpowiada postulator procesu beatyfikacyjnego Jana Pawła II ks. Sławomir Oder. W wywiadzie udzielonym dla "Gościa Niedzielnego" stwierdził: "Oczywiście, że w przypadku Jana Pawła II nie można mówić o kulcie lokalnym, ale z całą pewnością można wskazać na pedagogiczne podejście Kościoła. Szkoda byłoby zakwalifikować Jana Pawła II w poczet świętych i zamknąć tylko w jakiejś kościelnej niszy jako "świętą figurę". Oczekiwanie na kanonizację będzie takim czasem, w którym Jan Paweł II będzie blisko nas, będzie inspirował nasze myśli i zachęcał do miłości Chrystusa i Jego Kościoła" (GN z 23 stycznia 2011).

Gwiazda

Rzeczywiście, czas procesu beatyfikacyjnego, a potem kanonizacyjnego, jest szczególnym czasem poznawania przyszłego świętego. Warto zadać więc sobie kolejne pytanie (myślę, że ważniejsze od poprzedniego): Czy znam Jana Pawła II? Ja sam muszę szczerze odpowiedzieć: nie znam. Albo raczej: znam, ale tylko trochę. Znam z kilku przeczytanych książek – kilku spośród wielu, które napisał; znam z kilku wysłuchanych przemówień – kilku spośród przeszło 2 tys., które wygłosił; znam z relacji innych ludzi, z wybranych obrazów telewizyjnych, zdjęć... Widziałem go na tych obrazach rozbawionego i uśmiechniętego, ale też skupionego i zatroskanego, czasem zdecydowanego i pełnego energii, a nieraz zmęczonego, ale mimo wszystko niepoddającego się; widziałem, jak pielgrzymuje, przymierza egzotyczne stroje, znajduje sposób porozumienia z tyloma napotkanymi ludźmi, bierze na ręce dzieci, pociesza chorych. Widziałem, jak ludzie zabiegają o to, żeby choć na nich spojrzał, nie mówiąc już o podaniu ręki czy zamienionym słowie. Wręcz nieraz zazdrościłem tym, którzy dostąpili tego zaszczytu. Kogo więc widziałem? Gwiazdę. I to gwiazdę, którą nie był! Nie chodzi mi o to, że uważałem go za kogoś, kto szuka rozgłosu i oczekuje podziwu, ale że dostrzegałem głównie te aspekty jego życia, które zewnętrznie odpowiadają wizerunkowi gwiazdy – osoby znanej, cenionej, lubianej. To, co mówił, przechodziło obok. Wydawało się często nudne, a nawet, jeśli mogłoby zaciekawić, to nie było czasu, żeby słuchać. To, co się liczyło, to jego "jedyność", "niepowtarzalność", popularność, umiejętność zachowania się w każdej sytuacji, a nieraz wręcz, powiedziałby ktoś, filmowe czy teatralne gesty. To właśnie wzbudzało przyjemne emocje, na których tak łatwo się zatrzymać. Ale w jego zachowaniu nie było przecież teatru! Teraz wiem, że nie jest tym, kogo chciałem w nim widzieć, podobnie jak Chrystus nie jest Tym, kogo chcieli w nim zobaczyć ci, którzy Go odrzucili.

Zwykły człowiek

Kiedy więc zobaczyłem Jana Pawła II naprawdę? Było to w roku 1998 i trwało zaledwie kilkanaście sekund. Miałem to szczęście, że mogłem wraz z rodziną i tysiącami innych osób świętować 20. rocznicę wyboru Karola Wojtyły na papieża, będąc na placu św. Piotra. Była środa, dzień audiencji generalnej. Plac przed bazyliką, mogący pomieścić ok. 300 tys. osób, wypełniony po brzegi. Papież mimo choroby, która mu się w tych dniach przydarzyła, nie zrezygnował z tradycyjnego przywitania pielgrzymów, objeżdżając sektory. To było dla mnie wtedy najważniejsze. Chciałem, żeby papież przejechał koło mojego sektora i żebym mógł go zobaczyć z bliska. Chciałem zobaczyć go takiego, jak go sobie wyobrażałem. I rzeczywiście, po długim oczekiwaniu nadszedł ten moment. Nadjechał. Zobaczyłem go bez pośrednictwa obiektywów, kamer czy aparatów fotograficznych, a nawet nie poprzez kuloodporne szyby, które zwykle bywały zamontowane w papieskim aucie, bo tego dnia wyjątkowo papież jechał "otwartym" papamobile. Zobaczyłem go z bliska, a nie, jak do tej pory, w telewizji z odległości setek albo tysięcy kilometrów. Nie towarzyszyły mi tym razem też żadne komentarze, których nie brak w telewizyjnych relacjach, żadna muzyka nie tworzyła nastroju, jak to bywa w filmach. Nikt mi nie mówił, na co mam teraz zwrócić uwagę i o czym mam myśleć. Tym razem wszystko było "czyste". Wtedy właśnie zobaczyłem Jana Pawła II "na żywo" i... zawiodłem się! Tak, chciałem zgodnie z poprzednim schematem zobaczyć "kogoś niezwykłego". A tym czasem zobaczyłem... normalnego człowieka! Brzmi to dzisiaj może śmiesznie, ale przez to odkrywam, że to właśnie ta prostota i "normalność" Jana Pawła II jest czymś niezwykłym. Na placu św. Piotra zobaczyłem człowieka, którego twarz nie ukrywa zmęczenia i choroby, ani nie jest do niej przyklejony na stałe hollywoodzki uśmiech. Człowieka, który nie szuka na sobie spojrzeń ludzi w niego wpatrzonych, ale skupionym wzrokiem stara się zobaczyć i zrozumieć tych, którzy tak na niego czekają. Nie kolekcjonuje uśmiechów, oklasków i wymachiwań rękami, nie chce się nikomu przypodobać. Wie dokładnie, dlaczego jest na tym miejscu, ale jednocześnie nie stara się ukryć trudów swojej służby. I tak, mając to wszystko wypisane na twarzy, "po prostu" przejechał, dając mi do zrozumienia, że to nie jest ta "najważniejsza chwila". On patrzył gdzieś dalej...

Popularność za cenę zamachu?

Tutaj dochodzimy do trzeciego już pytania, i chyba znowu ważniejszego od poprzednich: Do czego Jan Paweł II dążył i na czym mu zależało? Czy zależało mu na popularności, sławie, uznaniu itp. rzeczach? Biorąc pod uwagę to, że na Msze święte, którym przewodniczył, i na spotkania z jego udziałem przychodziło więcej ludzi niż na niejeden koncert (czasem setki tysięcy, a nieraz nawet miliony osób), że zainicjowane przez niego Światowe Dni Młodzieży (których w tym roku jest patronem) z roku na rok przyciągały coraz więcej chętnych, że zjeździł prawie cały świat (odwiedził ponad 200 krajów, odbywając przeszło 100 pielgrzymek) i spotykał się z niezliczoną liczbą osób, ktoś mógłby przypuszczać, że tak. Czy jednak jest ktoś, kto starałby się zdobyć to wszystko, wyrażając opinie niezgodne z kreowanymi w świecie ideami, nie podporządkowując się opinii innych, nie ustępując, gdy inni starają się wywrzeć presję...?

Być może tak, choć byłoby to trudne. Ale wreszcie, czy ktoś życzyłby sobie takiej "popularności", której ceną jest zamach na życie? Zdecydowanie nie. Co więc było dla papieża najważniejsze? Aby odpowiedzieć na to pytanie, może powinienem przeczytać resztę książek, encyklik i innych dokumentów przez niego wydanych? Gdybym to jednak nawet zrobił, to i tak wszystkiego z nich bym z pewnością nie zrozumiał. Może więc powinienem wysłuchać pozostałych homilii, przemówień? To również mogłoby pomóc, ale nawet gdybym był w stanie to uczynić, to większości z wypowiedzianych słów pewnie bym nie zapamiętał. Gdzie mam więc szukać odpowiedzi? W momencie, kiedy zacząłem się nad tym zastanawiać, przypomniał mi się obraz papieża, uczestniczącego w Drodze Krzyżowej, która tradycyjnie organizowana była w Koloseum w Wielki Piątek. Zwykle bywało tak, że Ojciec Święty przy XIV stacji brał krzyż i sam go niósł. Tym razem było jednak inaczej. Ta ostatnia stacja ostatniej Drogi Krzyżowej była inna. Papież nie miał siły iść, dlatego siedział w swojej prywatnej kaplicy, a w rękach ściskał krzyż. Nie niósł go, ale w jakiś sposób sam za nim szedł. Wtedy nic nie pisał, nic nie mówił, nikogo nie pozdrawiał. To inni czytali rozważania, wypowiadali słowa modlitwy, rozmawiali, komentowali. On milczał. I tak sobie myślę, że to wszystko, co było wcześniej (zarówno jego widoczna działalność, jak i ta ukryta przed ciekawymi oczami część życia), było przygotowaniem do tego spotkania, które w tej Drodze Krzyżowej zostało jakoś zapowiedziane, do jego spotkania z Chrystusem. Tego spotkania, które miało miejsce 2 kwietnia 2005 r.
Sądzę, że Ojciec Święty chciał być do tego spotkania dobrze przygotowany. Ale nie tylko on sam, bo i nas przygotowywał do spotkania z Chrystusem, które każdy kiedyś musi przeżyć sam. To, że Jan Paweł II jest już w niebie, świadczy o tym, że spotkanie to nie musi być dniem strachu, ale zaufania. Nie musi być czasem smutku, ale ulgi i radości. I że ten dzień jest początkiem czegoś wspaniałego. On nie przestaje nas przygotowywać do tego dnia także teraz, kiedy nie jest już ograniczony czasem, przestrzenią czy złym stanem zdrowia.

Co więc mogę teraz zrobić? Chcę, żeby Ojciec Święty pomógł również mi przygotować się na ten dzień. Zapytam go, co chce mi powiedzieć. Pójdę do regału z książkami, wyjmę jedną z nich i zacznę czytać…

Trafiłem na posynodalną adhortację apostolską Ojca Świętego Jana Pawła II Vita consecrata. Papież napisał tam m.in. "Rola życia konsekrowanego w Kościele jest tak doniosła, że postanowiłem zwołać Synod, który podjąłby głębszą refleksję nad jego znaczeniem i perspektywami na przyszłość (…). Wszyscy zdajemy sobie sprawę, jakim bogactwem jest dla wspólnoty kościelnej dar życia konsekrowanego w całej różnorodności jego charyzmatów i instytucji". A więc moje życie w tym momencie jest tak ważne dla całego Kościoła. Postaram się to lepiej przemyśleć, przygotowując się do beatyfikacji Jana Pawła II, ale i do spotkania z Chrystusem, które czeka mnie, gdy skończy się moje życie na ziemi.
A Ty, co teraz zrobisz...?

br. Grzegorz Owsianko OFMConv

/za: Katolik.pl/

 
Święte Triduum Paschalne
19 kwietnia 2011

Nie-daremna wiara

Święta Wielkanocne nie są tak rodzinne i ciepłe jak Boże Narodzenie, jednak dla chrześcijan mają większe znaczenie. Apostoł Paweł w 1 Liście do Koryntian (15,17) stwierdza jednoznacznie: jeżeli Chrystus nie zmartwychwstał, daremna jest wasza wiara. Zmartwychwstanie Jezusa to centralne święto w roku liturgicznym. Poprzedza je uroczyste Triduum Paschalne.

Święte Triduum Paschalne Męki, Śmierci i Zmartwychwstania Pańskiego rozpoczyna się liturgią Eucharystyczną Wieczerzy Pańskiej wieczorem w Wielki Czwartek, a kończy nieszporami Niedzieli Zmartwychwstania Pańskiego. Oprócz Mszy św. Wieczerzy Pańskiej Święte Triduum obejmuje liturgię Męki Pańskiej w Wielki Piątek oraz liturgię Wigilii Paschalnej, która rozpoczyna się w sobotę po zachodzie słońca. Centrum tych dni stanowi liturgia Wigilii Paschalnej, a nie, jak to się często przyjmuje, poranna Msza św. w Niedzielę Zmartwychwstania Pańskiego.

Msza św. Wieczerzy Pańskiej

Obchody Paschalne rozpoczyna Msza Wieczerzy Pańskiej, sprawowana w Wielki Czwartek wieczorem. Celebracja ta ma przypomnieć Ostatnią Wieczerzę Chrystusa spożywaną w wieczerniku z uczniami na dzień przed męką. Trzeba podkreślić, że żaden dzień z życia Pana Jezusa nie został tak dobrze udokumentowany, jak Wielki Czwartek i Wielki Piątek. Jest to uderzająca pieczołowitość Ewangelistów.

Wydarzenia Wielkiego Czwartku można podzielić na dwie fazy: to, co się wydarzyło w Wieczerniku, oraz wypadki, które miały miejsce na Górze Oliwnej. Liturgia tego dnia wyraźnie je wyodrębnia. Podczas Ostatniej Wieczerzy Chrystus ustanawia dwa sakramenty: Eucharystię i Kapłaństwo. Na pamiątkę tego wydarzenia liturgię wielkoczwartkową sprawuje się w kolorze białym. Podczas niej dokonuje się obrzędu umycia nóg przypominając to, co dokonało się w wieczerniku, kiedy Chrystus umył nogi Apostołom. Po Eucharystii kapłan wynosi Najświętszy Sakrament do specjalnej kaplicy - ciemnicy, w której następnie trwa adoracja. Jest to w symboliczny sposób przypomnienie modlitwy Chrystusa w Ogrójcu.

Liturgia Wielkiego Piątku

Wielki Piątek to dzień zadumy, w którym rozważa się mękę Chrystusa, dlatego też używane są czerwone szaty liturgiczne. Cała liturgia tego dnia jest przepojona powagą oraz skupieniem. Podczas wszystkich obrzędów milczą organy i dzwony, zaś surowy charakter wystroju wnętrza kościoła podkreśla pokutny charakter dnia. W Wielki Piątek nie udziela się żadnych sakramentów. Wyjątkiem jest sakrament chorych, którego można udzielić, ale tylko w sytuacjach zagrożenia śmiercią. Mimo takiej surowości, cała liturgia, choć poważna, przepełniona jest nadzieją. W tym bowiem dniu dokonało się zapowiadane od tysiącleci przez proroków zbawienie ludzkości. Można by rzec, że to dzień przebaczenia i powszechnej amnestii.

Tego dnia nie odprawia się Mszy Świętej, ponieważ Chrystus – najwyższy Kapłan – sam złożył ofiarę z siebie. Eucharystii nie sprawuje nawet papież. Na obrzędy Wielkiego Piątku składają się: liturgia słowa, uroczysta modlitwa powszechna, adoracja krzyża, której tradycja sięga IV wieku, a także Komunia święta. Obrzędy kończą się przeniesieniem Eucharystii do Bożego Grobu i adoracyjnym czuwaniem.

Wigilia Paschalna

Obrzędy Wigilii Paschalnej stanowią nierozerwalną całość z Wielkanocą i dlatego są bogate w treści liturgiczne i obrzędowe. Na wielkanocny charakter liturgii wskazuje biały kolor szat liturgicznych. Życzeniem Kościoła jest, by obrzędy Wigilii Paschalnej rozpoczynały się wieczorem w sobotę, ale nie wcześniej jak po zachodzie słońca. Podkreśla to już sama nazwa "wigilia", która w pierwotnej tradycji chrześcijańskiej była zawsze nocnym czuwaniem. Tak jest i w tym przypadku. Zgodnie z wielowiekową tradycją, jest to noc modlitewnego czuwania przed dniem Zmartwychwstania Chrystusa. Druga część nazwy - "paschalna" pochodzi z języka hebrajskiego od słowa "pascha" i oznacza tyle co "przejście". Wskazuje ona na przejście z grzechu do odkupienia, przejście Jezusa z tego świata do Ojca, a wreszcie prawdziwe i ostateczne przejście od śmierci do życia.

Dla ścisłości należy jednak podkreślić, że w odróżnieniu od określenia Wigilia Paschalna, które oznacza obrzędy sprawowane w nocy z Wielkiej Soboty na Niedzielę Zmartwychwstania Pańskiego, samo słowo "pascha" dziś dotyczy nie tylko Wigilii Paschalnej lub Niedzieli Wielkanocnej, ale całego Triduum.

Liturgia Wielkiej Soboty trwa dość długo, bo dotyczy tego, co najważniejsze - całej tajemnicy Zbawienia. Po dniu milczenia i modlitwy, kiedy adorujemy Jezusa złożonego w grobie, w momencie, gdy zapadnie zmrok, Kościół gromadzi się na świętych obrzędach. Wierni, pragnący być posłuszni upomnieniu Ewangelii, trzymając zapalone świece w rękach, starają się być podobni do ludzi, którzy oczekują na przyjście swojego Pana. Chcą, gdy powróci, aby zastał ich czuwających i zaprosił do swojego stołu na niebieską ucztę.

Liturgia tej nocy ma cztery części:

- obrzęd światła, na który składają się poświęcenie ognia, przygotowanie paschału, procesja do kościoła i śpiew hymnu o nazwie Exultet;

- liturgia słowa, którą tworzy aż dziewięć czytań (ukazują one wielkie dzieła Boga, jakich dla swojego ludu dokonał Pan, wtedy też rozlega się potrójne, radosne Alleluja, które rozbrzmiewa pierwszy raz po czterdziestodniowej przerwie);

- liturgia chrzcielna, podczas której następuje błogosławieństwo wody chrzcielnej, odnowienie przyrzeczeń chrzcielnych, a w niektórych kościołach obrzęd chrztu i bierzmowania;

- liturgia eucharystyczna, podczas której Chrystus Pan zaprasza do stołu wszystkich odkupionych Jego śmiercią i zmartwychwstaniem.

Pamiętajmy o ogromnej wadze Triduum Paschalnego i o jego głębokiej wymowie, a także pięknie liturgii i starajmy się jak najlepiej przeżyć ten najważniejszy czas w ciągu całego roku liturgicznego.

ks. Gabriel Pisarek SCJ

/za: Katolik.pl/

 

 
Krzyż to znaczy...
9 kwietnia 2011
W krzyżu jest nadzieja na chrześcijańską odnowę Europy, ale tylko wtedy, gdy my, chrześcijanie, sami na serio podejmujemy orędzie Krzyża.
Krzyż – to znaczy: oddać swe życie za brata, aby wraz z jego życiem ocalić własne.
Krzyż – znaczy: miłość silniejsza jest od nienawiści i od zemsty – lepiej jest dawać aniżeli brać – angażowanie się skuteczniejsze jest od Czczonego stawiania żądań.
Krzyż – znaczy: nie ma rozbicia się bez nadziei – ciemności bez gwiazdy – burzy bez bezpiecznej przystani.
Krzyż – znaczy: miłość nie zna granic; od tych, którzy są najbliżej ciebie i nie zapominaj o tych, którzy są najdalej.
Krzyż – znaczy: Bóg jest większy od nas, ludzi; większy niż nasza zawodność, jest ratunkiem nawet w największej klęsce – życie jest silniejsze niż śmierć.

Jan Paweł II

 
W pewien piątkowy wieczór...
27 marca 2011

-  Ale Ty swoją krew musisz zachować także dla innych!

- Ona się nie wyczerpie. Twoje serce bije tylko po to, by ją przyjmować. Moje – by ją dawać. Oto, co ci proponuję: dasz mi swoje rany, a ja oddam ci moje.

- Jak to?

- Ofiarujesz mi rozczarowania, upadki, niesprawiedliwości, przegrane twego życia.

- Co się z nimi stanie?

- Biorę je na siebie. Już do ciebie nie należą.

- Co na tym zyskuję?

- Oddaję ci je, ale przemienione w rany miłości.

- W rany miłości? Jak RANA może pasować do MIŁOŚCI?

- Zostały kiedyś zadane przez tych, którzy cię nie kochali, teraz otrzymujesz je ode mnie, a ja kocham cię, jak nikt nigdy nie będzie mógł cię pokochać. Dzięki temu nie będą już bolesne.

- I moje rany staną się tak samo piękne jak twoje?

- Tak samo piękne, chyba że… twoje ciało odrzuci je jak obce ciało…

- A więc trzeba mi będzie zrobić przeszczep serca?

- O tym właśnie dla ciebie myślałem. Jest to jednak operacja, której nie można zrobić w jednej chwili… Trwa całe życie. Aby zrobić przeszczep, potrzebne jest nacięcie z obu stron. Z mojej od dawna jest już gotowe i czeka na twoje…

Podciągnął poncho pod szyję, zawahał się przez chwilę, rozpiął koszulę: na piersi, po prawej stronie, czerwony gwiaździsty kwiat… szeroka rana (…)

Jak bardzo była głęboka! (…) Z pewnością płonął w niej ogień.

- To drzwi twojego serca!

- Kiedy zostały otwarte?

- W pewien piątkowy wieczór.

- Taki jak dzisiaj?

- Taki jak dzisiaj.

/D. Ange, Zraniony Pasterz, Kraków 1993./

 
"(...) dziś jest czas, aby zmienić siebie..."
6 marca 2011

Czasu nie da się zatrzymać,
dziś jest czas, aby zmienić siebie...

Liturgią Środy Popielcowej rozpoczynamy święte dni Wielkiego Postu.
Kościół daje nam czas zadumy i refleksji nad grzechem i niegodziwością,
ale również nad przemianą siebie czyli nawróceniem.
Każdemu człowiekowi potrzeba zatrzymania i potrzeba refleksji.
Musimy więc znaleźć czas, aby na chwilę zwolnić tempo życia.
Potrzebujemy refleksji nad tym co dobre i co złe.
Jeśli jej nie uczynimy, któregoś dnia możemy stwierdzić,
że duchowo niewiele jesteśmy warci i do niczego się nie nadajemy.
Dlatego Kościół daje święty czas Tobie i mnie,
aby czegoś nie stracić, nie zminimalizować, nie zgubić...
We współczesnym świecie toczy się ciągła walka o duszę człowieka.
Choć często nie zdajemy sobie sprawy nasze życie jest wielkim polem bitwy,
gdzie dobro toczy bój z niegodziwością, słabością, upodleniem, grzechem...
Czas czterdziestu dni, który dzisiaj rozpoczynamy,
staje się po raz kolejny wezwaniem do podjęcia trudu przemiany.
I nie mów, że to nie jest dla Ciebie, że nie masz się z czego nawracać.
Nie mów, że nie masz grzechu, bo nikogo nie zabiłeś i nie podpaliłeś...
Nie mów, że masz jeszcze czas, bo możesz go nie mieć...
Teraz jest mój i Twój czas... Święty czas, który daje nam Bóg...
(...)
Czym jest nawrócenie, do którego wzywa Kościół,
zwłaszcza w czasie Wielkiego Postu?
Niekiedy nie do końca rozumiemy istotę terminu, którym się posługujemy.
W Katechizmie Kościoła Katolickiego czytamy:
„Nawrócenie dokonuje się w życiu codziennym przez czyny pojednania,
troskę o ubogich, praktykowanie i obronę sprawiedliwości i prawa,
wyznanie win braciom, upomnienie braterskie, rewizję życia,
rachunek sumienia, kierownictwo duchowe, przyjmowanie cierpień,
znoszenie prześladowania dla sprawiedliwości.
Najpewniejszą drogą pokuty jest wzięcie każdego dnia krzyża
i pójście za Jezusem". (KKK 1435)
(...)
Słowa Katechizmu odzwierciedlają wołanie proroka Joela:
„Nawróćcie się do mnie całym swym sercem, przez post i płacz, i lament.
Rozdzierajcie jednak wasze serca, a nie szaty!
Nawróćcie się do Pana, Boga waszego!" (Jl 2, 12–13)
W tych słowach zawiera się program i droga najbliższych czterdziestu dni.
Szczególnie wymowne staje się wezwanie:
„Rozdzierajcie jednak wasze serca, a nie szaty!" (Jl 2, 13)
Co zatem znaczy „rozdzierać serce"? Jak rozumieć biblijny obraz?
(...)
Niekiedy można odnieść wrażenie powierzchowności praktyk pokutnych.
Z Wielkim Postem najczęściej kojarzy się
powstrzymywanie od posiłków mięsnych i zabaw,
chociaż z tego ostatniego nie wszyscy rezygnują.
I mimo „czasu zakazanego" wielu wierzących można spotkać w dyskotekach.
Wielki Post to Droga Krzyżowa i Gorzkie Żale, rekolekcje i spowiedź.
We wspomnianych nabożeństwach pasyjnych
można odnaleźć praktyki pokutne, ale czy to wystarczy?
Kościół wszystkich wierzących wzywa do prawdziwej pokuty,
która będzie polegała na zmianie sposobu myślenia,
a nawet na zmianie patrzenia na otaczającą rzeczywistość.
W języku greckim nawrócenie określa termin metanoia,
który oznacza wewnętrzną i radykalną przemianę całego człowieka.
Istotą tej przemiany ma być przede wszystkim zerwanie z grzechem
i zdecydowane postanowienie, by już do niego nie wracać.
Pokuta powinna być nawróceniem się do Boga z całego serca,
powinna obudzić pragnienie poświęcenia Jemu całego życia,
dążenia z miłości ku Niemu do chrześcijańskiej doskonałości i świętości.
Jak zatem, w świetle usłyszanych słów, wyglądają nasze praktyki pokutne?
Czy nie jest prawdziwe stwierdzenie proroka Joela,
że raczej rozdzieramy szaty, a nie serca? (por. Jl 2, 13)
(...)
W wielu wypadkach nie zauważamy już zła i grzechu,
a zaistniałą sytuację sprowadzamy do stwierdzenia:
Takie są czasy i nie da się inaczej.
Często usprawiedliwiamy siebie obserwacją:
Przecież inni są jeszcze gorsi...
Bywa i tak, że grzech staje się normą, którą kwitujemy słowami:
Wszyscy tak robią...
Niekiedy tak przyzwyczailiśmy się do grzechu i jest nam z nim tak dobrze,
że zupełnie nie uważamy grzechu za grzech...
Ze smutkiem trzeba stwierdzić, że zagłuszamy w sobie głos sumienia,
bo boimy się stracić to, co przynosi pozorną radość i chwilowe zadowolenie,
mimo że jest niegodziwością.
Często szukamy tak zwanych tematów zastępczych,
by uspokoić swoje sumienie i mieć wewnętrzny komfort,
że niby coś robię, aby było lepiej, choć wcale nie zakładam, że ma być lepiej.
Niekiedy stać nas tylko na chwilowe duchowe uniesienia,
ale trudno o rzeczywiste zerwanie z niegodziwością, czy nawet upodleniem.
Trzeba pamiętać, że treścią przemiany i nawrócenia
ma być przede wszystkim zerwanie z grzechem i zdecydowane postanowienie,
by już do niego nie wracać.
Wszystko inne będzie tylko okłamywaniem siebie
i rozdzieraniem szat, a nie serca.
(...)
Dlatego Kościół daje nam Wielki Post i wzywa do nawrócenia.
Nie traktujmy tego czasu jako kolejnego religijnego epizodu w naszym życiu.
Nie sprowadzajmy praktyk pokutnych jedynie
do tradycyjnych i utartych szlaków,
którymi poruszamy się już od wielu lat, a niekiedy całe życie.
Praktyki pokutne to nie tylko te najbardziej znane jak modlitwa,
post, jałmużna o których przypominała dzisiejsza Ewangelia.
Przemiana to również wskazania, które daje nauczający Kościół.
(...)
Nawrócenie dokonuje się przez czyny pojednania.
Może mamy jakieś niewyjaśnione lub zaległe sprawy.
Coś, co wlecze się za nami jak niepotrzebny balast.
Coś, co nie pozwala żyć w pełni, żyć z radością w sercu...
Może nadszedł czas, aby rany się zabliźniły...
Już sama chęć pojednania będzie wyrazem nawrócenia...
Pamiętaj!
Już samo pragnienie przebaczenia jest wyrazem nawrócenia...
(...)
Wielki Post to także troska o ubogich i potrzebujących.
Tak wielu dzisiaj ludzi biednych, którzy nie zasłużyli na biedę...
Może się czymś podzielisz...
Jeśli nie masz pieniędzy, ofiaruj uśmiech, dobre słowo,
życzliwość, zainteresowanie...
Te gesty naznaczone są przeminą.
Pamiętaj!
Nawrócenie to nie tylko DAĆ, ale także, a może aż BYĆ...
(...)
Przemiana to wyznanie win braciom...
Nie jest łatwo przyznać się do błędu i popełnionego zła.
Trudno jest mówić źle o sobie samym,
trudno jest być oskarżycielem wobec siebie.
Ale niekiedy nie można inaczej, jak tylko przyznać się do winy.
Tylko taka postawa może uzdrowić niejasną, trudną sytuację.
Pamiętaj!
Nawrócenie zawiera się w słowie przepraszam...
(...)
Metanoia to również upomnienie braterskie i rewizja życia.
Czasem brak nam odwagi, by zwrócić komuś uwagę.
Wiem, że nie jest to łatwe.
Ale jeśli w imię miłości upominasz,
może pomożesz zagubionemu odnaleźć właściwą drogę.
Pamiętaj!
Upomnienie nie jest po to, by zrobić przykrość, ale po to, by się odnaleźć...
(...)
Najpewniejszą drogą pokuty
jest wzięcie każdego dnia krzyża i pójście za Jezusem...
Krzyża, którego nie rozumiesz, nie chcesz, unikasz...
Nawrócenie to doświadczenie krzyża codzienności...
Może dlatego jedna ze współczesnych poetek napisała:
„Każdej nocy
cień krzyża na ścianie
nie pozwala mi zapomnieć o cierpieniu
Każdej nocy
cień krzyża na ścianie
nie pozwala mi zapomnieć o dobroci
Każdej nocy
Cień krzyż na ścianie
przypomina mi że nie jestem sama" (A. Trela, Czuwasz)
(...)
Już za chwilę nasze głowy zostaną posypane popiołem.
Popiół przypomina prawdę o kruchości życia i przemijalności świata.
Proch przywraca prawdę o zwiewności ziemskich sukcesów.
Przyjmijmy ten symbol pokutny,
na początku czterdziestodniowego przygotowania do Wielkanocy,
jako wezwanie do głębokiego nawrócenia i rzeczywistej przemiany życia.
(...)
Pamiętaj!
„Prochem jesteś i w proch się obrócisz!" (Rdz 3, 19)
Dlatego rozdzieraj swoje serce, a nie szaty! (por. Jl 2, 13)
(...)
Amen.

Ks. Leszek Pintal

Źródło: Katolik.pl

 
<< pierwsza < poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 następna > ostatnia >>

Strona 5 z 8

Szukaj

Licznik

Dziś67
Wczoraj668
W tym miesiącu9034
Wszystkich910351

Posłuchaj

Deus Meus - Śpiewajmy Barankowi Dim lights Embed Embed this video on your site

Ta strona używa plików Cookies.

Akceptuję ciasteczka (cookies) na tej stronie.

EU Cookie Directive Module Information